Tę książkę będzie trzeba przeczytać.

"Self-Made Man" to historia kontrowersyjnej amerykańskiej dziennikarki, która w ramach eksperymentu zmieniła się w faceta (bezinwazyjnie, żadnych operacji, tylko przebrania) i żyła jako mężczyzna. Wstąpiła do męskiej drużyny kręgli, do zakonu, chodziła z kobietami na randki. I tak przez półtora roku. A potem napisała o tym książkę.

Więcej we wiadomościach portalu o2.pl lub w ABC News.

Mam nadzieję, że pozycja trafi w miarę szybko na półki polskich księgarń, nie za bardzo mam chęć kupować w Amazonie za $15.72 + koszty przesyłki. Aż tak mi na tej książce nie zależy.

Dodaj komentarz

Taki cytat właśnie znalazłem i bardzo mi się spodobał: "Trzeba zawsze działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Ale trzeba działać, śmiało chwytać życie za grzywę. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.".

Dodaj komentarz

Właśnie skończyłem czytać "Polactwo" Rafała A. Ziemkiewicza. To jest taka książka, którą trzeba przeczytać. Jeśli ktoś się interesuje tym, co się dzieje w Polsce, dlaczego jest tak, a nie inaczej, czy tym, skąd się wziął Lepper (i mnóstwem innych spraw z naszym krajem związanych), to musi po tę książkę sięgnąć. Niech pójdzie do biblioteki i wypożyczy, a jeśli książki nie będzie, to niech wysupła te 25 zł i kupi sobie. Tak po prostu.

Ta książka nie jest takim zwykłym objechaniem wszystkich jak leci. To by było zbyt proste, znudziłoby się po 15 stronach. We wstępie Ziemkiewicz pisze, że tak właściwie nie wie, o czym jest "Polactwo". Na pewno nie jest o charakterze narodowym Polaków, bo on w coś takiego nie wierzy. Ja też po przeczytaniu nie za bardzo wiem, o czym ta książka jest. Chyba po części o wszystkim. O czasach PRL-u, o politykach, o gospodarce, o Rywinie, o pańszczyźnianych chłopach i o wielu innych rzeczach.

Jeśli ktoś nie jest przekonany, że tą książkę warto przeczytać, to zacytuję jej motto i fragment wstępu.

Motto:

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły!
Albowiem w kraju tym zaczarowanym
gdzie - jak w złej bajce - ludźmi rządzą osły,
jakież tu mogą być właściwie zmiany?

Tu tylko szpiclom coraz większe uszy
rosną, milicji - coraz dłuższe pałki,
i coraz bardziej pustka rośnie w duszy,
i coraz bardziej mózg się robi miałki.
Tu tylko może prosperować gnida,
cwaniak, kurwa, łotr i donosiciel...

Janusz Szpotański (ok. 1975)

Wyjątek ze wstępu:

U nas tak już jest, że cokolwiek się dzieje, winni są zawsze Oni. Inni. Obcy. Nie swoi. Winni są głupi i nieuczciwi politycy, ale w żadnycm wypadku nie ci, którym wystarczy obiecać mieszkania na wiosnę, żeby na takich właśnie głosowali. Polskę okradają wielcy aferzyści, ale w żadnym wypadku nie drobni kombinatorzy, wyłudzający masowo zasiłki, renty i zwolnienia lekarskie. Wtrącają ją w nędzę doktrynalni liberałowie, którzy nie pozwalają dodrukowywać tak bardzo otrzebnych pieniędzy, ale na pewno przecież nie szkodzi Ojczyźnie prywata i egoizm prostych roboli, dla których Polska istnieje tylko po to, żeby dopłacać do ich psu na buty potrzebnych miejsc pracy, choćby miało ją to doprowadzić do ostatecznego upadku i bankructwa.

Jestem pod wielkim wrażeniem tej książki.

1 komentarz

Takim tytułem opatrzony jest felieton znaleziony w magazynie Esensja. Felieton można uznać za nieco kontrowersyjny, miejscami niesmaczny, ale mimo to jest świetny, przynajmniej dla mnie. Niektórzy uważają go za obsceniczny czy nawet zboczony. Może faktycznie nieco taki jest. Ale po jego przeczytaniu na pewno będę zwracał większą uwagę na jakieś paprochy znalezione w książce z biblioteki.

Szczególnie spodobał mi się jeden cytat:

Książka z biblioteki nie jest martwa ani dostojna. Nie jest elitarna. Jest niezwykła i przeraźliwie zwyczajna. Jest zagadką i jednocześnie oczywistością. Jest Janusem wśród książek.

Dodaj komentarz

Znowu donos z prk. Chcesz kupić książkę, której nakład się wyczerpał? Chcesz w jednej książce mieć 3 rozdziały z różnych pozycji, złożone w ładnej okładce? A może chcesz mieć na pierwszej stronie wydrukowaną ładną dedykację? Od maja będzie to możliwe. Rzepa donosi, że od maja startuje serwis wyczerpane.pl, gdzie będzie można zamówić sobie wydrukowanie książki, której nakład został wyczerpany albo książki z modyfikacjami, które opisałem powyżej. W cenie ok. 3 groszy za stronę.

Do końca tego roku ma być kilka tysięcy pozycji, zarówno książek naukowych, jak i beletrystyki. Podpisano umowy m.in. z PWN, W.A.B., Zyskiem i S-ką, Wydawnictwami Naukowo-Technicznymi, Wydawnictwem Lekarskim PZWL, licznymi edytorami książek akademickich, prawniczych, informatycznych. W planach jest też wprowadzenie czasopism naukowych, z których czytelnik będzie mógł wybrać zarówno cały numer, jak i tylko jeden artykuł. Studenci, zamiast kserować fragmenty książek, tanio otrzymają czarno-biały skrypt.

Muszę przyznać, że jest to baaardzo ciekawa oferta, jak dla mnie. Jeśli to wypali, to na pewno będę miał kilka rzeczy do kupienia. Niecierpliwie czekam, aż serwis zostanie otwarty. W artykule napisali, że wyczerpane.pl startuje w maju. Na razie po wklepaniu tego adresu do przeglądarki widać tylko informację od home.pl, że domena jest przez nich utrzymywana. Poczekamy, zobaczymy.

Ja w każdym razie trzymam za nich kciuki.

Dodaj komentarz

Niedawno na forum znalazłem świetną definicję tego, czym jest zawód bibliotekarza. Definicja pochodzi z Encyklopedii Powszechnej S. Orgelbranda t.3, 1860, s. 454-455.

Najważniejszym obowiązkiem jego będzie, aby nie tylko wiedział co jest w bibliotece, ale umiał to wskazać użytkującym. [...] powinien oddawać się nauce bibliografii, historii, literatury i znajomości sztuki drukarskiej, co mu koniecznie są potrzebne dla ocenienia formatu, pisma i druku, znać musi rytownictwo, paleografię i grafikę, aby mógł rozpoznać pisma rozmaitych wieków, żeby zdołał ocenić wartość dzieła; wyczytać tekst i opisać go dokładnie. Powinien także znać się na numizmatyce, bo ta umiejętność naprzód pomaga do wyjaśnienia wielu faktów w historii, po wtóre zwykle przy bibliotekach i zbiory numizmatyczne się mieszczą. [...] bibliotekarz powinien, jeżeli nie posiadać, to o wszystkich umiejętnościach o ile być może, mieć wyobrażenie.[...] musi być wolnym od przesądów politycznych i religijnych i pamiętać na to, że przeznaczeniem jego jest być na usługi publiczności, a szczególnie dla uczonych i uczących się, aby znaleźli w nim żywą bibliotekę i więcej mogli skorzystać z jego obszernej i uprzejmej erudycji, aniżeli z katalogów. Przede wszystkim zaś grzeczność i uczynność, jak wszystkich ludzi, tak bardziej jeszcze zdobić powinna bibliotekarza, bo głównym jego zadaniem jest zachęcać czytelników, ale nie odstręczać od biblioteki.

A to w sumie tylko wierzchołek tego, co powinien znać bibliotekarz. Bo w gruncie rzeczy (choć jest to oczywiście niemożliwe), bibliotekarz musi wiedzieć wszystko, umieć odpowiedzieć na każde pytanie, niezależnie od tego, jakie by ono nie było. To jest prawdziwe wyzwanie zawodowe.

Dodaj komentarz

Ktoś na prk doniósł o kwietniowej promocji Zysku. Pierwszego kwietnia na wszystkie tytuły beletrystyczne jest rabat 50%. O pół ceny zjeżdzają w dół! Niezła okazja, pewnie się skuszę, choć i tak forsy brak...

Dodaj komentarz

Grażyna Strauss i Katarzyna Wolff z Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej opublikowały wyniki badania społecznego zasięgu książki pt. Czytelnictwo i zakup książek w Polsce w 2004 r., przeprowadzonego przy współpracy OBOP-u.

Wyniki stricte "socjologiczne" w większości nie są chyba zaskakujące. Niewiele się zmieniło w porównaniu do poprzednich lat. Dużo czytający i kupujący to, jak wcześniej, ludzie albo wykształceni, albo z dużych miast. Normalne, wśród inteligencji i w dużych ośrodkach zawsze się więcej czytało.

Co smutne, coraz mniej ludzi w ogóle czyta książki. W raporcie Stan czytelnictwa w Polsce z 2000 roku czytamy: "W 1992 r. przeczytanie, lub choćby tylko przejrzenie przynajmniej 1 książki deklarowało 69% obywateli w wieku 20 lat i więcej, w 1994 r. - 53%, w 1996 r. - 56%, w 1998 r. - 47%". W 2004 roku ta liczba jeszcze spadła, do 42%. Trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie: szesnaście milionów Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki. Dla mnie brzmi to strasznie i ciężko mi jest w to uwierzyć.

Idźmy dalej. "Zakup w ciągu 12 miesięcy przynajmniej jednej publikacji (także szkolnego podręcznika) zadeklarowało 37% mieszkańców Polski w wieku 15 i więcej lat. (...) Wśród kupujących w 2004 r. książki najliczniejszą grupę stanowiły osoby, które w ciągu roku zainwestowały maksymalnie w cztery tytuły - 59%, 5-11 książek nabyło 28%, a 12 i więcej, co daje przeciętnie przynajmniej 1 książkę miesięcznie - jedynie 12%". Jak ja bym się chciał znaleźć wśród tych 12%, co miesiąc nową książkę sobie kupić... Jak tylko jakieś godziwe pieniądze będę zarabiał, to na pewno do tej grupy dołączę. Na razie jestem w tej pierwszej grupie.

Bardzo dużą popularnością cieszyła się kolekcja Wyborczej. To nie dziwi, pierwsza taka akcja w kraju musiała odnieść sukces. Z encyklopedią idzie im już gorzej. Ponadto duży wzrost zainteresowania (pięciokrotny, z 1% w 2002 do 5% w 2004 r.) zaliczyły sklepy internetowe. Coraz więcej ludzi nie chodzi do księgarni, tylko zamawia sobie książki do domu. Mogłoby się wydawać, że spadnie liczba osób kupujących w klubach wysyłkowych, ale, o dziwo, tak nie było. Kluby trzymają się dobrze (wciąż mają 17% nabywców).

Niewesoło to wszystko wygląda. Idę sobie poczytać książkę.

1 komentarz

...Tylko Garcia Marquez. Właśnie się dowiedziałem, że Gabriel Garcia Marquez ma na imię Gabriel, a na nazwisko Garcia Marquez. Zawsze myślałem, że on ma dwa imiona, a jedno nazwisko. Tak samo ma Mario Vargas Llosa. W życiu by mi nie przyszło do głowy szukać go w katalogu pod V.

Arthur Conan Doyle też ma dwa nazwiska. Ale to pierwsze, Conan, było kiedyś jego drugim imieniem. Dziwne ludzie rzeczy ze swoimi nazwiskami mają...

2 komentarze

Takie na książki. Sprawa niby błaha, ale dyskusja na ten temat na pl.rec.ksiazki rozwinęła się dosyć mocno i jest bardzo ciekawa. Kilka ciekawych fotek można zobaczyć, jak ludzie sobie urządzali miejsce na książki.

Dodaj komentarz

Przyszła pora na podsumowanie stycznia. W końcówce zeszłego roku znów zacząłem więcej czytać. Po przestoju październikowo-listopadowym, w grudniu i styczniu trochę książek wpadło. O początku stycznia pisałem wcześniej. Po tych trzech książkach przyszły: "Wojna runów" Marcina Mortki, "Kukułcze jajo" Clifforda Stolla i dwa razy Pratchett: "Równoumagicznienie" i "Kosiarz". Jak mi się będzie chciało, to napiszę więcej. Ale pewnie mi się nie będzie chciało :-)

Pozytywne jest to, że dwie z tych książek są moją własnością. Może po okresie posuchy wreszcie zacznę kupować książki...

3 komentarze

Jak mnie w połowie grudnia chwyciło, tak mnie trzyma do teraz. Czytam całą masę książek. W styczniu przeczytałem już trzy, a dziś prawie połowę czwartej. W Nowy Rok zacząłem czytać "Życie Pi" Yana Martela. Ciekawa książka z intersującym pomysłem. Historia chłopca, który po zatonięciu statku płynącego do Kanady został w szalupie sam na sam z... tygrysem bengalskim z zoo prowadzonego przez ojca. Historia iście nieprawdopodobna, ale ponoć prawdziwa. Czyta się to świetnie, książka wciąga.

W piątek idąc na imprezę zahaczyłem o antykawariat. Oczywiście nie mogłem nie kupić ksiązki. Wyszedłem stamtąd ściskając w ręce "Kukułcze jajo" Clifforda Stolla. 10 zł za taką książkę to prawdziwa okazja. "Kukułcze jajo" to świetna historia pogoni za hackerem. Wydarzenia działy się naprawdę w 1986 i 1987 roku, a za hackerem uganiał się astronom pracujący w Lawrence Berkeley Laboratories. Książka jest naprawdę niezła, nie można się przy niej nudzić. No i można się dowiedzieć naprawdę wiele o początkach Internetu. Hacker buszował jeszcze nie po Internecie, ale po Arpanecie i Milnecie. A pogoń za nim sprowadzała się do obserwacji i dzwonienia po różnych firmach telefonicznych, amerykańskich trzyliterowych agencjach (CIA, FBI, NSA itp.) i innych. Fascynujące.

"Kukułcze jajo" czytałem równocześnie z "Pachnidłem" Patricka Suskinda. Ta historia dzieje się z kolei w dziewiętnastowiecznej Francji, a jej bohaterem jest morderca, człowiek bez sumienia, ale za to ze zmysłem węchu wyczulonym do granic niemożliwości. Połączenie osoby i miejsca, w którym działy się wydarzenia, daje świetną, wciągającą książkę.

A teraz mam znów Yanna Martela, ale tym razem zbiór opowiadań pod tytułem "Historia rodziny Roccamatio". Pierwsze opowiadanie, które dało tytuł całej książce, dało mi dosłownie kopa w głowę. Świetny, bardzo plastyczny opis historii młodego człowieka umierającego na AIDS, jego rodziny i przyjaciela. Czytałem to dziś w autobusie, nie podniosłem głowy znad książki chyba ani razu, tak mnie to wciągnęło. Obłęd.

Dodaj komentarz

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht