Ósmy maja - Dzień Bibliotekarza i Bibliotek. Wszystkiego najlepszego dla mnie.

1 komentarz

Dysputy treści ciekawej.

Kolega z bibliotekoznawstwa we Wrocławiu:

W przyszłości zamierzam zostać bezdomnym, mieszkać w starym, rozpadającym się, poniemieckim gospodarstwie, i za wyżywienie i papierosy remontować dom oraz hodować kozy, krowy i konie, a w wolnych chwilach sporządzać miotełki z gałązek i sprzedawać po okolicznych wioskach.

Odpowiedź:

I będą Cię nazywać Strider (Obieżyświat). A twoje imię zostanie zapomniane O Bezimienny. Aż nastanie 21.12.2012, kiedy to nastąpi początek końca świata i jako jedyny wyzwolisz wszystkich Bibliotekarzy, aby to Oni rządzili Światem po wsze czasy (czytaj do następnego czwartku, bo wtedy nieczynne).

I niech ktoś mi jeszcze powie, że bibliotekarze są nudni.

Dodaj komentarz

Ostatnio interesowałem się postępem prac nad katalogiem komputerowym Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach (gdzie mieszkam) jakieś dwa lata temu. Wtedy ciężko ludzie pracowali nad wpisywaniem księgozbioru do katalogu, w międzyczasie robiona była bibliografia regionalna. Prace jeszcze nie były zbyt zaawansowane, mnóstwo rzeczy było do zrobienia. Od tamtego czasu jakoś nie zetknąłem się z tym tematem. Aż tu nagle wczoraj dowiaduję się o udostępnieniu katalogu. Skąd się dowiaduję? Z mediów. Przedwczoraj napisała o tym Wyborcza w swoim elektronicznym wydaniu regionalnym, a dziś podobny news ukazał się w DI.

Zaciekawił mnie nie sam fakt udostepnienia OPAC-u, bo to było raczej do przewidzenia, kiedyś ten katalog musiał się pojawić, ale to, że napisano o tym na jednym z większych polskich portali i dzienników internetowych. Czy otwarcie katalogu komputerowego dla czytelników jest aż tak dużym wydarzeniem, że warto temu poświęcić newsa? Przecież mnóstwo bibliotek posiada już w pełni działające komputerowe systemy obsługi czytelnika, nie tylko katalogi, jak MBP w Tychach. Nie jest to nic nowatorskiego. Więc czemu? Czy to dlatego, że taki system wprowadzono akurat w bibliotece publicznej? Faktem jest, że komputeryzowane są głównie biblioteki naukowe, ale jest przecież wiele skomputeryzowanych bibliotek w Polsce. To też chyba nie jest aż tak dobry pretekst. Jakoś nie umiem tego zrozumieć. Ale cieszę się, że trochę o tej bibliotece słychać.

Strona internetowa MBP w Tychach jest jeszcze w budowie. Poprzednia była totalnie obrzydliwa, nie dało się z niej korzystać. Era Internetu Łupanego. Ciekawe, jak będzie wyglądać ta nowa. Pewnie niewielkie są szanse na poprawną składniowo i semantycznie stronę, ale mam przynajmniej nadzieję, że będzie ona użyteczna i czytelna.

I jeszcze ponarzekam na Wyborczą. Strasznie mnie wkurza to, co oni robią w swoich wiadomościach. Wszystkie linki podają jako normalny tekst, nie jako łącza. Wkurza mnie to niemożebnie. Takie coś jest zaprzeczeniem idei hipertekstowości Internetu.

Dodaj komentarz

...tak, żeby bibliotekarz nawet się o tym nie dowiedział? Oczywiście przy użyciu Internetu, jakże by inaczej.

Miejsce akcji: dom, krzesło przy komputerze z otwartą stroną OPAC-u .
Czas akcji: przed chwilą.

Najpierw wyciąg z regulaminu wypożyczalni, paragraf 14:

  1. Książki wypożycza się na okres 4 tygodni.
  2. Pracownicy naukowi mogą wypożyczać dzieła na okres 13 tygodni.
  3. Czytelnik może uzyskać trzykrotnie przedłużenie terminu zwrotu książek, jeśli nie ma na nie innych zamówień.
  4. Prośba o prolongatę winna być zgłoszona najpóźniej w dniu upływu terminu zwrotu książek.
  5. W uzasadnionych przypadkach Biblioteka ma prawo wypożyczyć książki na okres krótszy niż określony regulaminem lub zażądać zwrotu przed upływem terminu wypożyczenia.
  6. Czytelnik może wypożyczyć książki po uregulowaniu wszystkich zaszłości na swoim koncie.

Mam w domu dwie książki z , obie o pakiecie CDS/ISIS, cały czas mam w planach skomputeryzowanie księgozbioru skansenu chorzowskiego, więc książki są jak znalazł. Poza mną książkami tymi kompletnie nikt się nie interesuje. Mam je już ponad pół roku. Ale z prolongatą są problemy. Jako że regulamin debilnie zabrania prolongować książki więcej niż trzy razy (mnie się udało za pierwszym razem przedłużyć termin wypożyczenia pięć razy, nie ma to jak urok osobisty :>), choćby nawet pies z kulawą nogą się nimi nie interesował. Trzeba książki oddać, poczekać aż zjadą do magazynu, po czym znowu je wypożyczyć. Totalne kretyństwo, jak dla mnie. Skoro nikt tego nie wypożycza, to dlaczego nie mogę tego trzymać ile chcę? Jak ktoś będzie potrzebował, to sobie zarezerwuje i tyle.

Ostatnio jednak odkryłem, że OPAC biblioteki ma taką fajną opcję "prolongata", można sobie samemu przedłużyć książkę, nie ruszając się z domu. I, uwaga, uwaga, Proliba wali to, ile razy przedłużam książki. Już drugi raz prolonguję je przez katalog elektroniczny i wszystko gra i buczy, choć to jest moja piąta prolongata. Nie dość, że nie muszę robić wycieczki do Katowic, to jeszcze mogę książkę trzymać ile chcę.

Niby taka mała rzecz, a jednak cieszy.

Dodaj komentarz

Takim tytułem opatrzony jest felieton znaleziony w magazynie Esensja. Felieton można uznać za nieco kontrowersyjny, miejscami niesmaczny, ale mimo to jest świetny, przynajmniej dla mnie. Niektórzy uważają go za obsceniczny czy nawet zboczony. Może faktycznie nieco taki jest. Ale po jego przeczytaniu na pewno będę zwracał większą uwagę na jakieś paprochy znalezione w książce z biblioteki.

Szczególnie spodobał mi się jeden cytat:

Książka z biblioteki nie jest martwa ani dostojna. Nie jest elitarna. Jest niezwykła i przeraźliwie zwyczajna. Jest zagadką i jednocześnie oczywistością. Jest Janusem wśród książek.

Dodaj komentarz

Niedawno na forum znalazłem świetną definicję tego, czym jest zawód bibliotekarza. Definicja pochodzi z Encyklopedii Powszechnej S. Orgelbranda t.3, 1860, s. 454-455.

Najważniejszym obowiązkiem jego będzie, aby nie tylko wiedział co jest w bibliotece, ale umiał to wskazać użytkującym. [...] powinien oddawać się nauce bibliografii, historii, literatury i znajomości sztuki drukarskiej, co mu koniecznie są potrzebne dla ocenienia formatu, pisma i druku, znać musi rytownictwo, paleografię i grafikę, aby mógł rozpoznać pisma rozmaitych wieków, żeby zdołał ocenić wartość dzieła; wyczytać tekst i opisać go dokładnie. Powinien także znać się na numizmatyce, bo ta umiejętność naprzód pomaga do wyjaśnienia wielu faktów w historii, po wtóre zwykle przy bibliotekach i zbiory numizmatyczne się mieszczą. [...] bibliotekarz powinien, jeżeli nie posiadać, to o wszystkich umiejętnościach o ile być może, mieć wyobrażenie.[...] musi być wolnym od przesądów politycznych i religijnych i pamiętać na to, że przeznaczeniem jego jest być na usługi publiczności, a szczególnie dla uczonych i uczących się, aby znaleźli w nim żywą bibliotekę i więcej mogli skorzystać z jego obszernej i uprzejmej erudycji, aniżeli z katalogów. Przede wszystkim zaś grzeczność i uczynność, jak wszystkich ludzi, tak bardziej jeszcze zdobić powinna bibliotekarza, bo głównym jego zadaniem jest zachęcać czytelników, ale nie odstręczać od biblioteki.

A to w sumie tylko wierzchołek tego, co powinien znać bibliotekarz. Bo w gruncie rzeczy (choć jest to oczywiście niemożliwe), bibliotekarz musi wiedzieć wszystko, umieć odpowiedzieć na każde pytanie, niezależnie od tego, jakie by ono nie było. To jest prawdziwe wyzwanie zawodowe.

Dodaj komentarz

Można już zamawiać plakat promujący tegoroczny Tydzień Bibliotek. Mnie się on w ogóle nie podoba, dużo lepszy był zeszłoroczny plakat. O niebo lepszy był. Ten obecny jakiś taki... infantylny. Kwiatuszki, serduszka, pfuj. Jak coś takiego powiesić w bibliotece szkoły wyższej, jakiejś ekonomicznej, na przykład? Będzie pasowało jak pięść do nosa.

Jedyne, co mi się na tym plakacie podoba, to podnóżek :-)

2 komentarze

Korzystam ostatnio dużo z katalogów centralnych BN-ki w i zastanawia mnie pewna rzecz. W Centralnym Katalogu Czasopism Polskich znajdziemy takie tytuły jak "Bulteno de la Adreslibro de Pollandaj Esperantistoj kaj Praktika Informilo pri Esperanto" albo "Dziennik Czynności Sejmu Głównego Ordynaryjnego Warszawskiego pod Związkiem Konfederacji Obojga Narodów Agitującego się" (sic!), ale nie znajdziemy... Rzeczpospolitej, czy innych popularnych gazet i czasopism. Takie jakieś nietypowe podejście.

1 komentarz

Grażyna Strauss i Katarzyna Wolff z Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej opublikowały wyniki badania społecznego zasięgu książki pt. Czytelnictwo i zakup książek w Polsce w 2004 r., przeprowadzonego przy współpracy OBOP-u.

Wyniki stricte "socjologiczne" w większości nie są chyba zaskakujące. Niewiele się zmieniło w porównaniu do poprzednich lat. Dużo czytający i kupujący to, jak wcześniej, ludzie albo wykształceni, albo z dużych miast. Normalne, wśród inteligencji i w dużych ośrodkach zawsze się więcej czytało.

Co smutne, coraz mniej ludzi w ogóle czyta książki. W raporcie Stan czytelnictwa w Polsce z 2000 roku czytamy: "W 1992 r. przeczytanie, lub choćby tylko przejrzenie przynajmniej 1 książki deklarowało 69% obywateli w wieku 20 lat i więcej, w 1994 r. - 53%, w 1996 r. - 56%, w 1998 r. - 47%". W 2004 roku ta liczba jeszcze spadła, do 42%. Trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie: szesnaście milionów Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki. Dla mnie brzmi to strasznie i ciężko mi jest w to uwierzyć.

Idźmy dalej. "Zakup w ciągu 12 miesięcy przynajmniej jednej publikacji (także szkolnego podręcznika) zadeklarowało 37% mieszkańców Polski w wieku 15 i więcej lat. (...) Wśród kupujących w 2004 r. książki najliczniejszą grupę stanowiły osoby, które w ciągu roku zainwestowały maksymalnie w cztery tytuły - 59%, 5-11 książek nabyło 28%, a 12 i więcej, co daje przeciętnie przynajmniej 1 książkę miesięcznie - jedynie 12%". Jak ja bym się chciał znaleźć wśród tych 12%, co miesiąc nową książkę sobie kupić... Jak tylko jakieś godziwe pieniądze będę zarabiał, to na pewno do tej grupy dołączę. Na razie jestem w tej pierwszej grupie.

Bardzo dużą popularnością cieszyła się kolekcja Wyborczej. To nie dziwi, pierwsza taka akcja w kraju musiała odnieść sukces. Z encyklopedią idzie im już gorzej. Ponadto duży wzrost zainteresowania (pięciokrotny, z 1% w 2002 do 5% w 2004 r.) zaliczyły sklepy internetowe. Coraz więcej ludzi nie chodzi do księgarni, tylko zamawia sobie książki do domu. Mogłoby się wydawać, że spadnie liczba osób kupujących w klubach wysyłkowych, ale, o dziwo, tak nie było. Kluby trzymają się dobrze (wciąż mają 17% nabywców).

Niewesoło to wszystko wygląda. Idę sobie poczytać książkę.

1 komentarz

Gazeta napisała, że BŚ i inne biblioteki jednak zachowają swoje prawa do eo. Malicki się zakręcił i wszystko zostaje tak jak było.

Dodaj komentarz

Od jakiegoś czasu słychać już w środowisku o tym, że Biblioteka Śląska może stracić prawa do otrzymywania egzemplarza obowiązkowego. Wczoraj napisała o tym Gazeta Wyborcza. Ciężko BŚ może mieć bez eo.

Jedno tylko mnie ciekawi. Ta opinia Krajowej Rady Bibliotecznej. Jej przewodniczącym jest Michał Jagiełło, dyrektor BN (biblioteki, która zostałaby jedną z dwóch otrzymujących eo po zmianie ustawy), a wice - Malicki, dyrektor BŚ. Zastanawiam się, jak oni mają zamiar ze sobą dyskutować...

Dodaj komentarz

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht